Podczas rozmowy z Prezydentem Ostrowa Witold Kujawski opowiadał o swoich muzycznych, jazzowych fascynacjach. Sam o sobie mówi, że jest propagatorem jazzu. Występując przez wiele lat na wielu scenach w wielu krajach stał się posiadaczem bogatego zbioru nagrań i muzycznych wydawnictw, niektóre z nich otrzymuje do dziś od przyjaciół z zagranicy. Częścią z nich podzielił się już z niektórymi ostrowskimi muzykami.
- Gdyby nie ja, być może Krzysztof Komeda Trzciński, grałby muzykę klasyczna, ukończyłby medycynę i praktykowałby. Pokazałem mu pierwsze kroki w jazzie. A potem była już eksplozja jego talentu, kariera w USA, ale także tragiczna śmierć – wspomina Witold Kujawski.
Podczas spotkania Pan Witold mówił m.in. skąd Krzysztof Trzciński zaczerpnął pseudonim Komeda. Otóż w dzieciństwie bawiąc się z kolegami w policjantów, napisał na podwórkowej bramie zamiast Komenda właśnie Komeda. Rówieśnicy właśnie tak go później przezywali. Po latach, kiedy był już sławny poza granicami Polski wrócił do tego przezwiska z dzieciństwa, tym bardziej, że obcokrajowcom nie sprawiało ono trudności w wymowie.
- Pana Witolda poznałam rok temu, kiedy organizowaliśmy w kinie Jesienne Spotkania Filmowe poświęcone K. Komedzie – mówi Ewa Smolińska. – To wyjątkowa postać, a każde nasze spotkanie, jego opowieści to wyprawa w świat gwiazd, znanych artystów, których pan Witold znał osobiście, z którymił się przyjaźnił, korespondował. Jedną z nich był właśnie Krzysztof Komeda Trzciński. Pan Witold jest bardzo skromnym człowiekiem, uważam jednak, że jest to bardzo ciekawa postać i że warto, aby jego wspomnienia i wiedza ukazały się drukiem i można było je w ten sposób przybliżyć szerszej grupie ostrowian.
Na pamiątkę spotkania, Prezydent Ostrowa podarował W. Kujawskiemu drobne miejskie upominki w tym m.in. album nie muzycznych, ale fotograficznych ,,Impresji’’.
Janusz Grzesiak
Biuro Prasowe i Relacji Społecznych
01.10.2007 r.